ENTENTA

Strategia Twoich Zysków
 

Najlepsze szkolenie w moim życiu - cz. 1

notatka została dodana dnia 08-09-2008

Wróciłem z najlepszego szkolenia w moim życiu. Nawet warsztaty legendarnego Briana Tracy wypadają w porównaniu po prostu blado.

Jestem szczęśliwy i dumny gdy pomyślę, że tak dobry trener, Tadeusz Niwiński, wywodzi się właśnie z Polski. Na pierwszy rzut oka nie robi wspaniałego wrażenia. Zdobywa jednak serca uczestników szkolenia; nawet nie swoimi umiejętnościami, lecz czyniąc rzecz najcenniejszą - udoskonalając życie każdego z nich.

Postanowiłem w tej notce spisać moje wrażenia i podsumować czego się nauczyłem. Postaram się określić jakimi metodami rzeźbiliśmy swoje życia i charaktery, aby móc w przyszłości przypomnieć sobie swoje odkrycia, a same metody wykorzystać w pracy na własnych szkoleniach.


Na warsztatach Diamentowe Ja mocno utrwalił mi się zakaz używania słów z tak zwanego "języka ofiary". Wiedziałem o nim wcześniej, jednak dopiero praktyczne ćwiczenia wypleniły z mojego języka poniższe chwasty:
- "muszę"
- "nie mogę"
- "spróbuję"
- "postaram się"
- "chciałbym"

Szczególnie ostatnie, grzecznościowe słowo sprawiało mi kłopot. Teraz już wiem, że:

- Nic nie muszę, jedynie decyduję się na coś, bo jestem w pełni odpowiedzialny za moje życie. Nie muszę - chcę.

- Wszystko mogę, jeśli podejmę taką decyzję. Akceptując oczywiście określone konsekwencje moich czynów. Tutaj przyjmujemy, że "nie mogę" nie dotyczy takich czynności, które faktycznie fizycznie są niemożliwe. Dotyczy tego "nie mogę", które służy nam w życiu jako wymówka i wykręt.

- Nie będę próbować ani starać się, po prostu będę robić, jeśli faktycznie chcę coś zrobić. Próbowanie i staranie się zwiększa nasze szanse porażki. Albo decyduję, że coś zrobię, albo nie.

- Zamiast chciałbym, chcę albo pragnę. U mnie osobiście to słowo występuje bardziej jako forma grzecznościowa, niż warunkowa, jednak nie zmienia to faktu że "chciałbym" osłabia charakter człowieka. Po prostu chcę. Chciałbym oznacza tak naprawdę, że nie chcę: "chciałbym, gdyby...", "chciałbym, ale..."

Dzięki wyrzuceniu ze swojego języka tych słów, moje myśli są bardziej świadome i skoncentrowane. Jestem bardziej odpowiedzialny i pewny siebie. Do niczego się nie zmuszam, jedynie podejmuję decyzje, że chcę coś robić - lub nie.

Jestem świadomy konsekwencji nie zrobienia czegoś i akceptuję je, lub decyduję się, że jednak chcę coś zrobić. Moje działania są moimi decyzjami, ja na nie wpływam, trzymam swoje życie we własnych rękach. Nikt ani nic mną nie steruje.

To ja decyduję o swoim życiu, tak samo jak ja ponoszę konsekwencje swoich czynów. Tak samo negatywne, jak i pozytywne. Nikt nie zbierze owoców mojej pracy za mnie, najpierw ja chcę zadecydować, jakie to będą owoce - z których zrezygnuję, a które wybiorę.

Słowo klucz: *CHCĘ*

Zastępujemy potężnym słowem CHCĘ większość słów z języka ofiary. Oprócz tego ZROBIĘ, MOGĘ, lub NIE CHCĘ, NIE ZROBIĘ (choć mogę).

Zmieniłem swój sposób myślenia na lepsze. To potężna, poważna zmiana, samo to jest krokiem milowym w moim życiu. Jak do tego doszliśmy?

1. Poznaliśmy teorię - jakie to są słowa i dlaczego nie należy ich używać. Dlaczego nazywamy to językiem ofiary, kim jest ofiara? Dlaczego wyplenienie tego języka pozwala nam wziąć większą odpowiedzialność za swoje życie? Dlaczego jesteśmy jedynymi osobami odpowiedzialnymi za swoje życie, podejmujemy decyzje jak nim pokierujemy i dlaczego jest to ważne?

2. Za każdym razem, gdy ktokolwiek z grupy użył słowa z języka ofiary, wszyscy mu to wytykali i poprawiali go. Stopniowo zaczynałem myśleć i mówić coraz świadomiej, zwracałem uwagę na dobór słów.

3. Wprowadzona została kara. Za każdorazowe użycie języka ofiary płaciło się 5 zł, potem karę obniżono do 2 zł. Z całego szkolenia uzbierało się ponad 80 zł, które na koniec wydaliśmy na dobre wino, wypite podczas zabawy w ostatnią noc warsztatów. Mimo iż osobiście nie płaciłem (uznałem że jest to niezgodne ze mną), to jednak sama perspektywa takiej kary była motywująca. Zawsze gdy ktoś użył języka ofiary, inni krzyczeli: "dwa złote!"

W kolejnej notce opiszę moje dalsze odkrycia.

Poniżej wpisz swój komentarz.


Imię*:


Nazwisko*:


E-mail*:

(tylko do wiadomości administratora)


WWW:


* - pola konieczne

W bazie danych znajduje się 25 dodanych komentarzy
Komentarz został dodany przez Ewa Szulc dnia 08-09-2008
Dziękuje bardzo za recenzję szkolenia i odkrycie jego praktycznych fragmentów - to bardzo pomaga przy podejmowaniu decyzji kiedy człowiek, czyli ja :) zastanawia się jakie szkolenie wybrać.
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa
Komentarz został dodany przez Luba Wądrzyk dnia 08-09-2008
Niesamowite, jak zmiana kilku słów, odmienia życie człówieka. Oda zaraz rozpoczynam pracę nad sobą. Najważniejsze, że nic nie muszę. Chcę zmienić moje działania.

Pozdrawiam, lubasza
Komentarz został dodany przez Tobiasz Maliński dnia 08-09-2008
Czytając Pana notkę przypomina mi się szkolenie asertywności dołączone do GP, w którym coach powiedział, że w każdym człowieku istnieją 3 głosy - głos dziecka (nie chce mi się itd), rodzica (muszę coś zrobić, powinienem itd) oraz głos dorosłego (zdecydowałem się to zrobić, bo..., chcę to zrobić itd). Z tego co Pan opisał, szkolenie miało za cel rozwijać głównie głos dorosłego.

To bardzo ważne, bo gdyby ludzie używali słowa "chcę", zamiast "muszę" czy "powinienem", podchodziliby pogodniej do życia. Odczuwaliby większą przyjemność z tego co robią.

Pozdrawiam
Komentarz został dodany przez Roland Szczepaniak dnia 08-09-2008
Piotr nie napisałeś jakie to było wino. Proszę uzupełnij swoją notatkę.
Komentarz został dodany przez Piotr Michalak dnia 08-09-2008
Do Tobiasza Malińskiego: Szkolenie miało za cel nas udoskonalić, a tak naprawdę każdy sam sobie stawiał na samym początku cel, co chce osiągnąć dzięki szkoleniu :) Co było kolejnym nietypowym, niesamowitym elementem.
Komentarz został dodany przez Artur Zygmunt dnia 08-09-2008
Jest jeszcze co najmniej klika zwrotów, które warto w bardzo wielu kontekstach usunąć z własnego słownika:
- nie umiem,
- to nie dla mnie,
- to nie wypada,

Wszystkie są wymówkami, czyli teoretycznie logicznymi przyczynami, dla których miałbyś czegoś nie robić :)

Niedawno przyjaciółka opowiadała mi jak jej facet postępował po wyjeździe do Niemiec do pracy w kawiarni.

Otóż większość Polaków za granicą, którzy pracują wśród swoich ziomków wraca do Polski bez "wartości dodanej" jaką jest znajomość języka obcego.

Ciekawe jak tłumaczą swoją nieznajomość języka obcokrajowcom...

Partner mojej przyjaciółki jednak używał języka aktywnego, który kierował odpowiedzialność za język na niego samego.

Gdy klient kawiarni (akurat znajomy sprzedawał lody) zaczynał za bardzo kombinować, chłopak odpowiadał "ciągle się uczę języka niemieckiego, proszę powtórz".

Tym prostym zabiegiem nie tylko dostawał jaśniejsze instrukcje co do zamówienia klientów to jeszcze zyskiwał ich serca.

Jak byś się poczuł, gdyby Kenijczyk sprzedając Ci lody w Polsce powiedział "nie umiem Polskiego, nie rozumiem Pana". Jak inaczej by było usłyszeć "Uczę się i chcę Cię zrozumieć lepiej, powtórz proszę" :)

Pozdrawiam
Komentarz został dodany przez Krystyna Karska dnia 08-09-2008
Witaj Piotrze
Niedawno odkryłam, że nigdy w kontaktach z ludźmi nie używałam słowa "chcę". Zawsze uważałam to za tupeciarstwo. Także wtedy gdy używali go inni. Odbierałam to jako postawę roszczeniową. Dla mnie taka osoba była totalnym egoistą nie liczącym się z uczuciami innych. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że wymienione w artykule słowa są "słowami ofiary".
Dla mnie są to słowa, których się używa aby nie stawiać innych "pod murem". Osobiście wolę zwrócić się do Ciebie słowami: "czy mógłbyś...",niż: "chcę..".
Prawdą jest jednak, że w kontaktach międzyludzkich przegrywam wiele spraw. Szczególnie jeśli mam do czynienia z ludźmi bezceremonialnymi. Rozumiem, że aby być skuteczna muszę nauczyć się żądać i wymagać.
Ale to chyba zależy od sytuacji: kiedy i od kogo.
Czy wyobrażasz sobie, że umowiłeś się na randkę z dziewczyną, która nie pozostawia Ci żadnej możliwości wyboru i mówi, że chce byc całowana tak a nie inaczej, chce iść na walki byków, chce abyś z nią skoczył na bungee, chce żebyś przyszedł, chce żebyś wyszedł, itp. Prawda, że to okropne?
Ja rozumiem, że na takich szkoleniach uczą skuteczności ale nie dajmy się zwariować. Kultura, liczenie się z drugą osobą i pozostawienie jej naturalnego prawa do wyboru - jest tym co odróżnia człowieka od osła. Jesteśmy ludźmi i nimi pozostańmy, nawet jeśli zdarza się nam przegrać
jakiś fajny kontrakt. Ostatecznie poczucie człowieczeństwa jest większą wartością, niż jakiś tam szmal. Osobiście bardzo się ucieszyłam, że nie do końca się poddałeś manipulacji - odmawiając płacenia za "trefne słowa". Brawo! Mamy prawo do własnego zdania i własnych wuborów, a temu co nas uczą - dobrze jest się uważnie przyjrzeć. Wyobraź sobie, że za kilka lat wszyscy ludzie będą Ci oznajmiali, czego oni od Ciebie chcą. I nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby zpytać, czego Ty byś chciał. Czy będziesz się wspaniale czuł? Lepiej pozostań taki jaki jesteś, a z ludźmi, którzy nie robią sobie ceremonii z innymi, trzeba nauczyć się sobie radzić.
Kiedyś byłam wielką fanką Bruce'a Lee. Przy okazji poznałam pewne prawo, którego uczą mistrzowie Zen.
Gdy ktoś pokazuje Ci księżyc - uważnie patrz na palec tego człowieka - abyś nie stracił życia. Gdy Ty będziesz podziwiał księżyc, on może pchnąć Cie nożem. A więc uważajmy.
Pozdrawiam
Krystyna
Ps Zowu się rozpisałam, ale to taki "mój urok" :)
K
Komentarz został dodany przez Jadwiga Borkiet dnia 08-09-2008
Witaj Piotrze,
Cieszę się że opisujesz warsztaty z perspektywy uczestnika. Szkolenia prowadzone przez Tadeusza Niwińskiego mają to do siebie, że każdy z uczestników odkrywa dla siebie coś innego - to co akurat jest najbardziej mu w danym momencie potrzebne na drodze osobistego rozwoju.
Wiem o tym bo sama choć wielokrotnie uczestniczyłam w ciągu ponad pięciu lat współpracy z Tadeuszem w tych samych ćwiczeniach, za każdym razem odkrywam coś nowego dla siebie. Za każdym razem ja startuję z innego poziomu i spotykam inną grupe ludzi, którzy są istotną częścią samego kursu.
Ta unikalna cecha powoduje, że dość trudno jest opisać czego można się nauczyć na warsztatach - bo każdy uczestnik wynosi inne doświadczenia - dotyczące tego co dla niego osobiście jest najważniejsze - choć oparte o to co wspólnie przeżywamy.

Zapraszam do blogów prowadzonych przez Tadeusza, gdzie dzieli się swoją wiedzą:
http://tadeuszniwinski.blog.onet.pl/
http://jakistniec.blog.onet.pl/
(mile widziane komentarze z własnymi przemyśleniami dotyczącymi poruszanych tematów)
zapraszam także na dwa spotkania otwarte (Warszawa i Łódź) oraz ostatni w tm roku weekendowy kurs "Mój sukces".
Szczegóły na stronie http://www.amz.org.pl/harmonogram-08-kursy.htm
Komentarz został dodany przez Robert Kotowicz dnia 08-09-2008
Bardzo interesujące spostrzeżenia! Znaczenie słów ofiary i ich używania również dla mnie są kluczowym zagadnieniem w rozwoju osobistym na drodze do osiągania sukcesów. Podpisuję się w 100% pod refleksją o Tadeuszu Niwińskim, który dla mnie jest mistrzem w motywacji i przekazywaniu wiedzy.
Komentarz został dodany przez Piotr Michalak dnia 08-09-2008
Do Krystyny Karskiej:

Krystyno, straszne rzeczy piszesz! Pragnę Ci powiedzieć, w 100% uprzejmie i z myślą o tym aby pomóc, że nie zrozumiałaś mojego wpisu.

Tu nie chodzi o sztukę perswazji, że jak będę mówić "chcę" to mnie ludzie zaczną słuchać. To inny temat. To zmiana swojego języka wewnętrznego, który także odzwierciedla się w języku mówionym - bo mówimy to, co nam podpowie umysł. Zatem:


1. "czy mógłbyś" jest oczywiście grzecznościową formą, nie ma w niej nic złego. Nigdzie w notce nie napisałem, że to zła forma. Zła forma to "nie mogę", czyli użyte w stosunku do siebie samego. Możesz natomiast mówić do siebie "czy chcę", albo do innych "czy możesz" - lepsze niż "czy mógłbyś", które jest warunkowe. "Czy mógłbyś mi pomóc gdybym Cię poprosiła" - występuje warunek. Czy rozumiesz?


2. Jeśli mówisz sobie "nie mogę" albo "muszę" to używasz języka ofiary. Jeśli mówisz do kogoś innego "musisz" albo "nie możesz", to nie ma zastosowania. Język ofiary jest językiem wewnętrznym. Możesz innych prosić, błagać lub rozkazywać :)


3. Jeśli "chcesz", jesteś bardziej zdecydowana, niż jeśli "spróbujesz". Koniec i kropka. Lepiej być zdecydowanym człowiekiem sukcesu niż próbującym, niepewnym siebie i niezdecydowanym człowieczkiem.


4. Każdy ma prawo czegoś chcieć. Nie odmówisz mi tego prawa. Nie odmówię go także Tobie. Wolę żebyś chciała, niż czuła się przymuszona.


5. Nie masz obowiązku spełniać zachcianek każdego, kto czegoś chce. Z tego też było ćwiczenie, o asertywności, które opiszę w przyszłej notce. Jeśli ktoś Ci mówi, że czegoś chce, a ty czujesz się przymuszona, to znaczy że stawiasz się w roli ofiary. Zmień to jak najszybciej. Być może jeśli ktoś czegoś chce, to mówisz sobie głosem wewnętrznym "muszę to zrobić" - jeśli tak, jesteś ofiarą. Jeśli także "chcesz", możesz to zrobić, jeśli nie chcesz, odmawiasz - i tyle.


6. Nie wiem jak Ty, ale ja wolę wiedzieć czego chce moja przyszła żona, bo dzięki temu poznajemy się, możemy spełniać swoje potrzeby i oczekiwania, w rezultacie budować szczęśliwy związek.


7. O tym pchaniu nożem... Oczywiście należy uważać na oszustów, a jednocześnie pamiętać o tym, żeby na tym nie opierało się całe nasze życie. Jeśli unikanie cierpienia będzie jedynym Twoim celem, to nie osiągniesz nic więcej w życiu, a być może to cierpienie i tak je nie ominie... bo myślenie o nim może je przyciągnąć. Uważaj, trochę więcej pozytywnego myślenia w tym wszystkim.

Wierzę, że odbierzesz moje argumenty konstruktywnie. I że teraz lepiej rozumiesz "język ofiary".
Komentarz został dodany przez Marek Rosłan dnia 08-09-2008
Nawet w Bogatym Ojcu R. Kiyosaki napisał że dobór słów ma duże znaczenie choć tak, cieszę się że o tym napisałeś to utwierdza mnie w fakcie, że Bogaty ojciec dał Robertowi solidne podstawy do stania sie bogatym, a on publikując tą wiedzę którą uzyskał od Bogatego Ojca przekazuje nam i dzięki temu jesteśmy lepsi. Podobnie robisz i Ty wbogadzasz nas o swoje doświadczenia. WIęc gratuluję Ci ... i życzę owocnego rozwijania się. Pozdrawiam i lece dalej realizować postanowione cele ;)
Komentarz został dodany przez Robert Kotowicz dnia 08-09-2008
Do komentarza Krystyny Karskiej! Krystyno, znaczenie używania słów ofiary ma zdecydowanie szerszy aspekt i dlatego warto przejść taki kurs na jakim był Piotr aby to dobrze zrozumieć. Polecam Gorąco książki Tadeusza Niwińskiego, gdzie to jest szerzej opisane. Krótko przedstawię dwa słowa dla szerszego zrozumienia : 1. Chciałbym z Panią się umówić na kawę - co to oznacza? Chciałbym tego, gdyby Pani chciała ale jeśli Pani nie chciałaby, to ja też nie chciałbym (masło maślane, albo chcę i mi na tym zależy, albo nie chcę). 2. Ja muszę to zrobić - odbiera nam możliwość rzeczywistej oceny (jak muszę to zazwyczaj robię, czy tego chcę czy nie), jeśli powiem, że chcę zamiast muszę, to mam możliwość zweryfikowania czy jest to coś, co chcę zrobić. Muszę zostać inżynierem ( bo rodzice od dawna mi to wmawiają) nie pozostawia mi wyboru, od chwili kiedy zacznę mówić : chcę zostać inżynierem, moje odczucia kiedy to mówię są w stanie natychmiast mi uświadomić czy ja rzeczywiście tego chcę. Jeśli tak powiem i moje odczucia są negatywne to od razu wiem, że tak naprawdę tego nie chcę. Jeśli powiem, że muszę to pomimo tego, że odczucia są negatywne (nikt nie lubi musieć coś zrobić) zrobię to, bo MUSZĘ! Pozdrawiam i Zapraszam do lektury książek Tadeusza Niwińskiego!
Komentarz został dodany przez Stanley R. Fischer dnia 08-09-2008
Gratuluję odkrycia i udanych warsztatów. Bardzo miło i "łatwo" się czyta o Języku Ofiary z poziomu czyjegoś JA. Znacznie trudniej się za niego samemu zabrać bez odpowiedniej motywacji. Motywacja finansowa (kara 2-10 zł) i presja otoczenia, które nas w danym momencie przyłapało, jest jedną z możliwych - i nawet skutecznych. A że działa, to potwierdzam własnym przykładem. Oczywiście potrzebna jest po temu jeszcze dalsza samodzielna praca. Po podobnym odkryciu jak Twoje, jakieś 4 lata temu popełniłem w przypływie poczucie mocy FAQ (Frequently Asked Questions) dotyczący właśnie Języka Ofiary. Można go obecnie znaleźć na stronach Poznańskiego Klubu Ludzi Sukcesu http://klsimt.website.pl/help/ofiara/faq-jo.html

Pozdrawiam.
Komentarz został dodany przez Iwona Jaszczuk dnia 08-09-2008
Miałoby to pewien sens, gdyby w komunikacji międzyludzkiej nie liczyły się też pewne zwyczajowe zwroty, które niekoniecznie muszą być językiem ofiary. Na przykład łatwiej jest powiedzieć "Nie mogę pić mleka", niż "nie zgadzam się na zdrowotne konsekwencje picia przeze mnie mleka, bo mam nietolerancję laktozy". Znaczy to samo, wszyscy rozumieją, a krócej.
Komentarz został dodany przez Krystyna Karska dnia 09-09-2008
Witam Wszystkich
Do Roberta Kotowicza
Mnie się jednak bardziej podoba to :"chciałbym...",
kryje się za tym tak wiele niewypowiedzianych uczuć... . I jest o wiele deliktniejsze. Kawy nie
lubię, jestem amatorką dobrej herbaty. :)))
Masz rację, że "muszę" oznacza w domyśle "choć nie chcę". Ale są takie sytuacje kiedy jest to prawdziwe. Ktoś nie wykonał swoich obowiązków, jest w tej chwili nieosiągalny - żeby wymagać od niego aby to zrobił - więc "choć nie chcę" - "muszę" to zrobić za niego. Czy mam się jeszcze czuć jak ofiara, bo zrobiłam coś co "musiało" być wykonane?
Po książki pana Niwińskiego chętnie sięgnę gdy znajdę trochę czsu. Z tego co przeczytałam, na pewno warto.
Krystyna

Komentarz został dodany przez Piotr Michalak dnia 09-09-2008
Krystyno, obawiam się, że jesteś już tak głęboko w swoich nawykach i przekonaniach, że tak, faktycznie, jesteś tzw. "ofiarą" w rozumieniu teorii, którą przedstawiłem w tej notce. Przykro mi to stwierdzić, ale chcę Ci to pokazać, aby Ci pomóc - jeśli zechcesz - zmienić to na lepsze.


1. 'chciałbym' jest delikatniejsze... i niezdecydowane. To słowo osoby która nie potrafi podjąć decyzji, czy chce, czy nie. Często te niewypowiedziane uczucia, o których wspominasz, sabotuje nasze życie.


2. Jeśli ktoś nie wykonał swoich obowiązków, to też nic nie musisz. NIC NIE MUSISZ, jedynie chcesz. Ale możesz też podjąć decyzję, że tego nie zrobisz. Wtedy jesteś świadoma konsekwencji. Co się najgorszego może stać? Może naganę w pracy dostanie ta nieosiągalna osoba? Może utracisz ważnego klienta? A może po prostu projekt będzie miał dwudniowe opóźnienie? Możesz też, będąc świadoma tych konsekwencji, podjąć decyzję że "chcesz". O wiele łatwiej się żyje, kiedy Twoje decyzje są oparte o chcenie, a nie muszenie. Ale to Twój wybór, ja już taką decyzję podjąłem za siebie. Jeśli wolisz być przymuszana, niż decydować o sobie, to jest Twój wybór!


3. Po książki Tadeusza sięgniesz nie wtedy, kiedy znajdziesz czas, bo z takim założeniem nigdy nie znajdziesz. Sięgniesz po nie, kiedy *zechcesz*. Kiedy podejmiesz taką decyzję. To jest tylko kwestia Twoich priorytetów i Twoich decyzji.
Komentarz został dodany przez Dawid AAA dnia 10-09-2008
Krystyno: )
Miałem kiedyś dziewczynę i była fajna, ale straszna manipulatorka. używała oczywiście języka ofiary. i było to fajne ale krótko.
Czy mógłbyś mi pomuc...? Czy mógłbyś pójść ze mną na walki byków. To wszystko wiedziała, że mógłbym /nawet jak nie sprawiałoby mi to przyjemności, a nawet wysiłek i nieprzyjemność, ale mógłem/, przy moim dodatkowym naprawdę niepotrzebnym wysiłku i wykorzystywała to.
Czy mógłbyś pójść do samochodu i przynieść mi coś tam, bo robi się zimniej? A samochód dziesięć minut w jedną stronę. Może wejdziemy do środka? A ona, ale tu by było fajniej, więc jak mógłbyś. W końcu kiedyś mówi, czy mógłbym... coś zrobić. A ja NIE. Jak to?!?! Bo mi się nie chce. Wybałuszyła oczy i jesteśmy fajnymi znajomymi, ale nic więcej nas nie łączy. Moja praca dla jej potrzeb/zachcianek nic jej nie kosztowała. A sama mówiła, Chciałabym ci pomóc, ale... zawsze coś miała, by nie używać swojej deficytowej pracy. Jest leniwa myślę, że i dlatego język ofiary też jej pasuje, ale fajna i na kumpla się nadaje.
Komentarz został dodany przez Krystyna Karska dnia 10-09-2008
Witam Wszystkich
Do Dawida
Podziwiam Cię, bo ja, gdy przekonam się, ze ktoś traktuje mnie przedmiotowo, to go skreślam.
Nie wierzę, że dziewczyna- manipulatorka nadaje się na kumpla. Ale to Twój wybór. Ja tylko mówię o swoich odczuciach. Nie ingeruję w Twoje decyzje.
Zawsze daję ludziom kredyt zaufania i dużo potrafię
zrozumieć i nie czepiać się drobiazgów. Ale jeśli ktoś występuje wobec mnie z pozycji przeciwmika, rywala, usiłuje mi coś udowodnić, albo na mnie coś wymusić - to jest przegrany. I choćby miał aureolkę, kilka tysięcy tytułów i stanowisk, dla mnie jest to bez znaczenia. Zrywam taką znajomość, a jeśli muszę się kontaktować z ta osobą, to tylko na stopie oficjalnej. I nie ma takiej siły, która by nasze stosunki odmieniła. Kiedy przekonam się, że ktoś nie jest wart mojej sympatii i przyjaźni, to coś we mnie pęka, rozsypuje się i nie zostaje nic, poza niesmakiem w ustach. Nauczyłam się też
nie martwić się i nie przejmować stosunkiem takich ludzi do mnie. Nie obchodzi mnie to. Wiele w życiu przemyślałam, doświadczyłam i przecierpiałam. Nauczyło mnie to wierzyć sobie i w siebie. Stać mnie też na obiektywizm i trafnie oceniać swoje poglądy i racje. Jeśli wiem, że mam słuszność - to nikt nie jest w stanie wmówić mi, że jest inaczej. Nawet gdyby był cesarzem królestwa. Jeżeli do tej wiary w siebie, ufania sobie i szanowania siebie doprowadziło mnie przeżyte cierpienie, to stwierdzam, że było warto.
Pozdrawiam
Krystyna

Komentarz został dodany przez Jerzy Grabarski dnia 11-09-2008
Do p. Krystyny

Napisała pani:
"Kiedyś byłam wielką fanką Bruce'a Lee. Przy okazji poznałam pewne prawo, którego uczą mistrzowie Zen.
Gdy ktoś pokazuje Ci księżyc - uważnie patrz na palec tego człowieka - abyś nie stracił życia. Gdy Ty będziesz podziwiał księżyc, on może pchnąć Cie nożem."

W filmie "Wejście Smoka" Bruce Lee, wyciągając w górę palec, mówi do swojego ucznia:
- To tak, jak z palcem wskazującym księżyc.
(Uczeń uważnie wpatruje się w wyciągnięty palec i w tym momencie zostaje stuknięty w głowę przez mistrza)
- Nie zwracaj całej uwagi na palec! Bo przegapisz niebiański blask księżyca... - kontynuuje mistrz.

Czytając pani komentarze odnoszę niedparte wrażenie, że zwraca pani uwagę wyłącznie na palec. Owszem, palec należy obserwować, ale trzeba zauważać także blask księżyca.

Czego pani serdecznie życzę.

Pozdrawiam
Komentarz został dodany przez Krystyna Karska dnia 11-09-2008
Witam Wszystkich
Do pana Jerzego Grabarskiego
Blasku księżyca nie trzeba mi wskazywać, jest on w moim sercu. Rozumiem, że użył Pan tego wyrażenia jako przenośni. Ale ja też obserwuję świat, uczę się go i przeżywam - czasem bardzo boleśnie. Tak po prostu jest.
Krystyna
Piotrze, czy może ukazać się tylko jeden komentarz, po poprawkach?
Jeśli nie - zainteresowanych za pomyłki przepraszam
Komentarz został dodany przez Dawid A. dnia 11-09-2008

W wątku tej dyskusji znalazłem link na strony Poznańskeigo kls, to świetny tekst o języku ofiary. Dużo mi wyjaśnił - Dzięki Stanley R. Fischer: ).
Krystyna jest faktycznie niewolnikiem, ona naprawdę musi, bo się boi, np. musi pracować za koleżankę, która ma układy z szefem, bo to ją szef zwolni, a tej ewentualności pani Krystyna prawdopodobnie się boi i ta ewentualność nią rządzi, a dokładnie jej lęk. Jest niewolnikiem swojego strachu i przekonań /że jest trudno znaleźć pracę w takim wieku... więc musi godzić się/.
Tekst, który przeczytałem tam na stronie uświadomił mi też, że mając empatię, czasem czułem się źle, gdy odmawiałem, a czułem, że tamta osoba chce mnie wykorzystać. Teraz jak ktoś biadoli, mówię że MUSZĘ iść do ubikacji /z kimś porozmawiać..., czy inną wymówkę/, i że bardzo ciekawie mówił i odchodzę. Nie potrzebnie miałem poczucie winy, że nie chcę pomóc. Teraz wydaje mi się, że rozumiem, że tamten ktoś naprawdę nie chce pomocy, a współczucia, albo też, że nie da mu się pomóc: (, bo jest w tym zbyt głęboko i oczekuje tylko przytakiwania, ewentualnie czegoś do skorzystania na teraz, by było mu biedakowi lepiej.
Często słuchając kogoś miałem/mam uczucie dyskomfortu i tłumacząc mu, że nie jest tak źle jak on mówi i podając przykłady co może zrobić, ten ktoś patrzył smutno i tłumaczył mi że naprawdę to... nic nie może. Bo on naprawdę nie może, bo jest niewolnikiem kogoś, czy czegoś, albo mu jest z tym dobrze, także z tym marudzeniem i że taki ktoś jak ja słucha, teraz spróbuję nie słuchać i się od razu urywać. Tylko trzeba uważać by nie przesadzić. Trzeba także pomagać.
Komentarz został dodany przez Krystyna Karska dnia 12-09-2008
Witam
Do Dawida
Nigdy bie byłam, nie jestem i nie będę niewolnikiem i ofiarą. Nawet jeśli ktoś usilnie usiłuje mnie nimi zrobić. Nie uda się to nikomu. Nie boję się szefów ani utraty pracy. Sama sobie jestem szefem i sama wybieram pracę, którą chcę wykonywać.
Istnieje coś takiego jak ODPOWIEDZIALNOŚĆ.
W każdym miejscu, czasie i środowisku wykonuje się pewne zadania i ma się obowiązki. Podam przykład wyjątkowy. Pielęgniarka w szpitalu. Koleżanka upiła się i nie podała pacjentom leków.
Przyszła jej zmienniczka i oświadczyła, że nie jest ofiarą i NIE CHCE wykonać nie swoich obowiązków.
Zamiast jednej nieodpowiedzialnej kobiety, są dwie.
Jestem odpowiedzialną osobą i na pewno nie jestem ofiarą. Bez względu na to w jakiej sytuacji jestem,
to jest dla mnie cel nadrzędny: odpowiedzialnośc. Ludzie współdziałają , ponieważ MUSZĄ wykonywać konieczne do przetrwania ludzkości - zadania. Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni. Te zadania MUSZĄ być wykonane, czy ktoś chce czy nie. Jeśli jedna osoba nie wykona swoich obowiązków, MUSI zrobić to ktoś inny. Odpowiedzialny, świadomy tego, że CEL jest czymś nadrzędnym, ponad czyimś chceniem czy nie chceniem. Jedni ludzie są odpowiedzialnymi i dojrzałymi jednostkami. Inni są nieodpowiedzialnymi, niedojrzałymi egoistami. Tak po prostu jest. Ale z moich obserwacji wynika, że prędzej czy później każdy egoista zostanie zmuszony do tego, aby tej odpowiedzialności się nauczyć. I jest to dla niego ciężka lekcja. Zawsze być w zgodzie z własnym poczuciem przyzwoitości, nawet jeśli ktoś głupi to wykorzystuje - to moja wewnętrzna potrzeba. Dzieki temu zawsze mogę spojrzeć sobie w twarz i czuć do siebie szacunek. Ludzi, którzy tak bardzo kurczowo dbają o to, żeby nie być ofiarą, a także zwykłych cwaniaków -szacunkiem nie darzę. Oni zresztą siebie sami także nie szanują. Dlatego tyle w nich złości i nienawiści do całego świata. Dlatego też za wszelką cenę usiłują wszystkim wokół udowodnić, że mają tysiąc powodów aby tak się zachowywać. Żałosne. Nie muszę nikomu niczego udowadniać. Jeżeli ktoś nie chce zrozumieć, że w każdej sytuacji trzeba być przyzwoitym człowiekiem - to już jego problem. "Jeżeli nie wiesz jak się zachować, zachowuj sie przyzwoicie". Bardzo lubię ten cytat.
Pozdrawiam
Krystyna
Komentarz został dodany przez Ewa Masłowska dnia 12-09-2008
O osłabiającej każde działanie funkcji słów "spróbuję", "postaram się" słyszałam i staram się ich unikac. Jak widac z poprzedniego zdania, jednak nie unikam, bo "staram sie" samo sie wepchalo.
Czy na pewno oslabiaja charakter, czy tylko nadaja modulujacy charakter wypowiedzi, tego nie jestem pewna. Nie mniej bardzo ciekawe. Czy rzeczywsice doswiadczyles roznicy? Czy woj poprzedni jezyk mial decydujacy wplyw na Twoje dzialania? Czy jestes przekonany, ze juz samo uzywanie slow wykletych powstrzymywalo w przeszłosći Twoje decyzje i dzialania? Czy dokonalbys wiecej, gdyś tych słow po prstu nie znał?
Z punktu widzenia atropoligi jezyka, slowa zawsze mialy moc magiczną i sprawczą. Przekeństwo, blogoslawieństwo, przysięga stawały się ciałem. Sądzę, że w tym językowym programowaniu umysłu drzemie siła, oczywiscie jeśli język nie staje sie narzędziem manipulacji, bo wtedy zderzamy się z etyką, czyniąc zamach na wolność drugiego człowieka.
Zdecydowany protest natomiast wzbudza we mnie usuwanie z języka wyrazow "osłabiających". przeciez czasem taka funkcja jest bardzo potrzebna, zwlaszcza, gdy mamy na mysli dobre samopoczucie interlokutora. Takie osłabiające wyrazy wyprodukowala właśnie kultura. Możemy urazić kogoś, mowiąc brutalnie "nie chcę", znacznie łatwiej jest mu przyjąc odmowę, gdy powiemy niestety teraz nie mogę. prosze sobie wybrazić zwykła rozmowę telefoniczną. "Chcę rozmawiać z x. Nie chce tera zrozmawiac. Czy nie uważa Pan, że to straszna brutalizacja języka?
oczywiscie chcąc wmocnić swoje działania możemy pomysleć o używaniu wobec siebie sów wzmacniających, od tego jest własnie czas przyszły dokonany: zrobię, napiszę.
Zbytnie manipulacje na języku pozbawiają go wielu ważnych funkcji wykształconych przez kulturę i i budza we mnie zdecydowny protest.
Łatwo jest coś wyrzucić, pognębić, ale czy nie jest to krótkowzroczna polityka?
Pojęcie ofiary, tak szeroko tu stosowane też jest nadużyciem i jednostronnym patrzeniem na rzeczywistość, a jest ona barwna, wieloraka i chwała jej za to. Język doskonale odzwieciedla te wielowarstwowość i szeroka game odczuc postaw. Czy musimy być macho? Czy powstałaby kultura, poezja, sztuka, gdyby po ziemi chodziły wyłacznie takie nastawione na sukces za wszelka cene zwycieskie postacie? Czy nie wolno nam mieć słabości, woleć móc, chcieć, marzyć, dążyć, probować

Komentarz został dodany przez Dawid Alberowicz dnia 13-09-2008
Zwróciła pani uwagę na uniwersalność słów. Ich możliwości, także manipulacyjne i prawie magiczne, np. motywujące, czy przeklinające kogoś, więc raniące tą drugą osobę np. złymi życzeniami. //Zobaczysz, spotka ciebie... coś złego, bo na to zasługujesz i wtedy zobaczysz. Co? Mądrość tego płytkiego pouczenia?//.
W zakończeniu wypowiedzi pisze pani o marzeniach, o próbowaniu. To mnie poruszyło.
Bo pisze pani tu o próbowaniu, w innym aspekcie. Próbowaniu, co jest dobre, a co nie i wybieraniu dobrych rozwiązań. A marzenia, są super...
Próbowaniu, czy coś nowego jest dla mnie dobre. Jeśli nie, to odrzuca się to, a jeśli tak, to jest to droga do naszego rozwoju, poszukiwania czegoś nowego, nowych rozwiązań, czyli droga działania. Ale próbowanie może mieć inne znaczenie. Nie poznawanie świata, czy możliwości, ale pokonanie swoich słabości i spróbowanie, czy uda mi się coś zrobić, co oczywiście należałoby zrobić, ale tak naprawdę nam się nie chce, obawiamy się, że nie wyjdzie, że nie umiemy i tym zaprzątamy emocje i takie tworzymy nastawienie do pracy, którą pewnie zaczniemy. A gdybyśmy zaczęli z entuzjazmem, uświadamiając sobie jak to jest ważne dla nas, czy naszych najbliższych. Tu mówiąc spróbuję, z takim przeświadczeniem, że nam się nie uda, że jest to trudne, męczące dla nas, chociaż ważne. Staje się nieprzyjemne, łamie nas, nasze chęci by to rzucić i zająć się czymś przyjemnym, np. spaniem, czy właśnie bałaganieniem. Bo bałagan, który należałoby posprzątać skądś się wziął i jest częścią naszego życia. Jak alkoholizm, czy inne nałogi. I gdy ktoś mówi, spróbuję rzucić picie, palenie. To raczej mu nie wyjdzie. Może ograniczy nałóg? I w tym użyciu tego słowa Spróbuję, widać jego złe użycie. Spróbuję, mimo że mnie denerwuje rodzina, być dla niej miły, bo wiem, że jest ważna. A tu chodzi by kochać rodzinę i BYĆ dla niej miłym /ale nie próbować, bo będzie to taka ukrywana obłuda, kogoś kto w gruncie rzeczy nadal nie lubi rodziny, ale mówi że lubi/. A lubić rodzinę, to nie tylko mówić, że lubię was, ale przede wszystkim to pokazywać swoim działaniem, wspólnym spędzaniem czasu, pomocą. Więc trzeba sobie uświadomić, że chcę być miły dla rodziny z kosztami, które wynikają z tego.
Spróbuję. Spróbuję posprzątać mieszkanie, chociaż wiem, tam wewnątrz, że nie lubię sprzątać. Tu postawione mocne zdecydowane, tak, posprzątam mieszkanie. Zmusza do przełamania swoich chęci /tu ich braku i świadomości, że mi się tak naprawdę nie chce sprzątać/ i nie zastanawiania się, czy może powinienem już odpuścić bo odkurzyłem dywan. Ale zadanie jest ważne, tu to posprzątanie, więc coś trzeba niestety zrobić. Ale czy spróbować? Czy wziąć się za robotę i posprzątać? Chociaż zdajemy sobie sprawę, że to nie jest dla nas przyjemnością?
Nie byłem na tym kursie, o którym tu mowa, ale wydaje mi się po tej dyskusji, że być może podnoszono na tym szkoleniu jedynie ten jeden aspekt, by siebie motywować, czyli zmuszać Siebie do robienia tego co należy, uświadamiając sobie, że to jest ważne. A by to sobie uświadomić, zastanowić się, co Ja chcę, Co jest dla Mnie ważne w życiu, co Chcę robić i tu dobre są moim zdaniem mocne stwierdzenia, ale często nie zadajemy sobie takich pytań, a jak się już zdarzy, często nie umiemy znaleźć tak jasnych mocnych odpowiedzi. Mówię o sobie.
Komentarz został dodany przez Mariola Wojnarowski dnia 15-09-2008
Witam.
Z ogromna ciekawoscia czytalam notatke pana Piotra i jej komentarze. Rowniez jestem tego zdania, iz nasze myli i wybor slow wypowiadanych przez nas, ksztaltuje nasza osobowosc i ma ogromny wplyw na nasze zycie.
Tylko my wylacznie sami decydujemy o sobie, o jakosci naszych emocji, mysli i naszych czynow.
Od 20 lat zyje na stale w Niemczech i z cala swiadomoscia stwierdzam, iz niezdecydowanie, jest jedna z cech Polakow. Gdy pytam Niemca, czy chce sie czegos napic, on mi odpowiada tak, lub nie i jestem pewna, ze jest to szczera odpowiedz, natomiest Polaka trzeba sie o to samo trzy razy spytac. Nigdy nie wiadomo, czy jego odpowiedz jest szczera, czy tez w tym momecie uzywa jednej z wielu "form grzecznosciowych". O wiele latwiej zyje sie i wspolpracuje z ludzmi, ktorzy wiedza czego chca. Jezeli cokolwiek robie, to dlatego, ze chce. Robie, lub nie, ale nie probuje. Jezeli probuje, to juz z gory sugeruje, ze moze mi sie nie udac. Wiara we mnie i w to co robie pozwala mi osiagnac sukcesy. Niestety w Polse, sukces kojarzony jest jeszcze z egoizmem, arogancja i czyms brudnym. Naturalnie sa reguly, ktorych lepiej sie trzymac, chociazby na wzglad na nasze zycie. Byloby nierozumne, abym CHCIALA od jutra jezdzic auten po lewym pasie ulicy.
Nie onaczy to jednak, iz ja musze jezdzic po prawej. Jezdze, bo chce. Taka jest moja decyzja. Nie powiem, ze nie moge jezdzic po lewej, tylko ze nie che, poniewaz biore pod uwage nie tylko moje cenne zycie.
Dlugo moznaby tak dyskutowac. Zycze wielu sukcesow we wszystkich dziedzinach, wiary w siebie i innych. Swiat jest tylko taki, jak my go sami odbieramy.
Pozdrowienia
Licht und Liebe
Mariola